Jak jazda na rowerze

Foto Alexandr Schwarz/ unsplash

Foto Alexandr Schwarz/ unsplash

Ponoć kiedy raz nauczysz się jeździć na rowerze, nigdy już tego nie zapominasz. Nie jestem pewna. Niby znasz technikę. Nie musisz poznawać od początku budowy roweru, wiesz także jak naciskać pedały, by rower ruszył do przodu. Jednak po długiej przerwie, na początku, chwiejesz się i jesteś niepewny, zupełnie jakbyś zaczynał od nowa. Swoją drogą, gdy pierwszy raz wsiadłam na rower zjechałam na nim w dół, po pochyłym podwórku Dziadków, kilkadziesiąt metrów i zatrzymałam się na stodole. Nie, nie spadłam, ale na rower wsiadłam ponownie wiele lat później. W przeciwieństwie do mojej Siostry, która mając jakieś trzy latka zjechała do wózkowni (kto mieszkał w latach osiemdziesiątych w Polsce ten wie, o czym mówię, dla tych którzy nie wiedzą: wózkownia to pomieszczenie, w którym pod blokiem, jak w piwnicy, można było przechowywać rowery czy wózki albo urządzić miejsce spotkań. Schodziło się do niej po stromym betonowym zjeździe). Zderzenie ze ścianą mogło się zakończyć wstrząsem mózgu, na szczęście Siostra od początku ma mocną głowę. Krew lała się jej z kolan, a ona biegła dalej :).
Podobnie jak z jazdą na rowerze jest u mnie z prowadzeniem auta po długiej przerwie. No nie, nie chwieję się, ale czuję się niepewnie. Zwłaszcza na autostradzie. Znasz to uczucie? Twój refleks musi się wyostrzyć, byś nie był zagrożeniem dla siebie i innych. A może dotyczy to tylko kobiet? Nie jestem pewna. Wypowie się jakiś mężczyzna? Mój prawa jazdy nie posiada, z przekonania.
Jazda samochodem zawsze sprawiała mi przyjemność. Od pierwszego momentu, gdy w wieku siedemnastu lat wsiadłam za kierownicę małego fiata, na którym wtedy, i jeszcze długo potem, uczono jazdy. Prowadziłam pewnie. Nie czułam lęku przed innymi użytkownikami drogi i dobrze radziłam sobie z wykonywaniem kilku czynności jednocześnie. Wówczas zrobienie prawa jazdy było jak udział w balu maturalnym, chcieli wszyscy. Zaraz po osiągnięciu odpowiedniego wieku albo jeszcze jakiś czas przed urodzinami każdy z mojej klasy zapisał się na kurs. Zupełnie jakby otrzymanie dokumentu, uprawniającego do prowadzenia samochodu, było warunkiem koniecznym wkroczenia w dorosłe życie.
Na pierwsze własne auto musiałam jednak długo czekać. Miałam 31 lat. Był to stary, biały Hyundai, kupiony za niewielkie pieniądze od ówczesnego szwagra. Cieszyłam się, bo był tylko mój. Przeszłam z nim szkołę życia – dojazdy do pracy w trzydziestostopniowym mrozie, po lodowisku na drodze. Zostawiłam to auto na karpach ściętych przydrożnych krzaków, gdzieś na zakręcie za Mławą, jadąc w kierunku domu Rodziców i tracąc przytomność za kierownicą. Dziękowałam Opatrzności, że oboje wyszliśmy z tego cali, chociaż Syn, na szczęście zapięty w foteliku, długo jeszcze nie mógł o wypadku zapomnieć. Badania lekarskie nic nie wykazały. Nigdy przedtem ani potem nie zdarzyło mi się nic podobnego. Nigdy więcej też nie wsiadłam do samochodu głodna, spragniona i po wizycie u bioenergoterapeuty.
Hyundai był ze mną zaledwie pięć miesięcy. Po dwóch latach podarowałam sobie, także starego, ale bardzo zadbanego srebrnego Fiata Uno. To autko to istny cud techniki. Przemierzyłam nim drogę z Polski na południe Francji, stamtąd do Belgii, a potem 2 razy do Polski i z powrotem. Pamiętacie zimę 2009 roku? Autostrady zasypane były grubą warstwą zamarzającego śniegu. Pługi w Niemczech nie nadążały go usuwać, a w Belgii na śnieg nie byli przygotowani w ogóle. Tam o dużym śniegu mówią, gdy na chodnikach spoczywa półcentymetrowa warstwa :). Wszędzie sypią mnóstwo soli, więc uwaga na buty! (A propos. Zna ktoś jakiś cudowny sposób na pozbycie się tych białych linii z ulubionych kozaków?). Na autostradzie w Niemczech mijaliśmy piękne, pokaźnych rozmiarów auta, którym właściciele usiłowali przywrócić życie. A moje malutkie autko wolniutko zmierzało do celu. Osiągnęliśmy go po 23 godzinach jazdy, ale za to cali i zdrowi! Z głębokim żalem się z nim rozstawałam… Zmusiłam Mamę, by zatrzymała je jeszcze dwa lata :).
Wiązało się z nim wiele wspomnień, a wśród nich to, które okazało się niezbędną umiejętnością Polki za granicą – jazda po autostradzie. Nie oszukujmy się. Kilka lat temu mieliśmy jeden, urwany w polu, pasek autostrady. Teraz pewnie sytuacja wygląda nieco lepiej (mówię „pewnie”, bo praktycznie nie poruszam się po Polsce autem. Jazda naszych kierowców przeraża Męża :)), ale wówczas nie było gdzie się uczyć. Wjazd na autostradę wydawał się szaleństwem. Nie byłam do tego zupełnie przygotowana. Zawsze jeździłam ostrożnie, przestrzegając wszystkich przepisów ruchu drogowego. Nigdy powyżej dziewięćdziesięciu kilometrów na godzinę. A tu nagle chcą sto dwadzieścia! Jak? Fiacik chwiał się od podmuchów wiatru i trzeba było mocno trzymać kierownicę, by nie wypaść z drogi. Klimatyzację zastępowały otwarte okna, nie można było tego jednak nadużywać, gdyż władzę nad autkiem przejmował wiatr. Jechało się więc w czterdziestostopniowym upale. Nie wiem, jakim cudem było to możliwe.
Nie wygody auta są jednak najważniejsze, gdy mówimy o jeździe po autostradzie. O wiele istotniejsza jest technika, przerażająco wielkie ciężarówki i lewy pas, po którym samochody mkną szybko, a siła ich prędkości sprawia, że twoje auto delikatnie faluje. Jako że przejechałam pół Polski, trasę z Kopenhagi na południe Francji, stamtąd do Gandawy, niezliczoną ilość razy jeździłam z Holandii do Belgii, poznałam tajniki poruszania się w autostradowym świecie, bardzo przydatne moim zdaniem, dla tych, którzy właśnie, wakacyjną porą, wyruszają w drogę.
1. Jedź pewnie. Na autostradzie nie możesz się wahać. Musisz wiedzieć, czego chcesz.
2. Jeśli się boisz, korzystaj na początku z prawego pasa ruchu. Tam możesz się poruszać z prędkością 90-100 km na godzinę i nikogo to nie zdziwi, choć może irytować siedzącego obok 😉
3. Nie jedź zbyt blisko pojazdu poprzedzającego. Nie wiesz, co może się zdarzyć w tamtym aucie. Ciężarówka zaś wciągnie Cię, dosłownie.
4. Nie bój się jednak ciężarówek, ale bądź ostrożna. Z moich doświadczeń wynika, że najbardziej agresywni kierowcy tirów pochodzą ze Wschodu, i naszego pięknego kraju, niestety.
5. Wyprzedzając jakiekolwiek auto nie podjeżdżaj zbyt blisko niego. Zachowanie odpowiedniej odległości pozwoli Ci na bezstresowe wykonanie manewru wyprzedzania.
6. Zjeżdżając na środkowy pas przy wyprzedzaniu ciężarówki, zachowaj odpowiednią odległość od niej. Ciąg wytwarzany przez tiry zachwieje Twoim autem i możesz stracić panowanie nad kierownicą.
7. Nie przejmuj się, że podczas wyprzedzania i jakiś czas potem poruszasz się wolniej niż inne auta. Miej to w nosie. Jedź i postaraj się jak najszybciej zjechać na wolniejszy pas ruchu.
8. Zjeżdżając na wolniejszy pas ruchu pamiętaj, że musisz odczekać chwilę, nawet jeśli wydaje Ci się, że droga jest pusta. Istnieje pewien martwy punkt, gdzie nie widzisz auta jadącego obok. Poczekaj kilka sekund, aby się upewnić, że możesz wyprzedzać.
9. Wyprzedzający Twoje auto kierowca tira może Cię nie widzieć, właśnie ze względu na ów martwy punkt. Dlatego nie wahaj się trąbić, jeśli zagraża Ci niebezpieczeństwo. Nie zawsze bowiem masz możliwość zjechania na lewy pas ruchu, ze względu na poruszające się po nim auta.
10. Pamiętasz, że zjechać na prawą stronę możesz dopiero, gdy auto, które mijasz zobaczysz w środkowym lusterku? Boczne nie wystarczy. Odległość jest jeszcze zbyt mała, zajeżdżasz drogę innemu kierowcy.
11. Jadąc środkowym albo lewym pasem zachowaj odpowiednią prędkość. Nie musisz przekraczać limitów, ale gdy widzisz, że auta za Tobą jadą szybciej, ustąp im miejsca, zjeżdżając na pas po Twojej prawej. Przed wykonaniem tego manewru, upewnij się, że możesz go wykonać.
12. Na autostradzie generalnie nie wolno hamować. Jeśli zauważysz, że dzieje się coś przed Tobą i auta zwalniają, włącz światła awaryjne i spokojnie zmniejsz prędkość, zmieniając przy tym bieg na niższy.
13. Na autostradzie nie wolno też zawracać. Dlatego jeśli pojedziesz innym pasem niż chciałaś lub zjedziesz nie tym zjazdem, nie denerwuj się. Dalej będzie możliwość powrotu na trasę.
14. Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Największe zagrożenie stanowią inni użytkownicy drogi. Czasem mogą nagle wykonać manewr, którego nie powinni i tylko Twoja czujność pozwoli Ci wówczas uniknąć wypadku.
15. Nie zapominaj o okularach przeciwsłonecznych. Potrzebne są nie tylko wiosną i latem. Używasz ich praktycznie zawsze. Zachodzące letnie słońce oślepia wszystkich jadących w jego kierunku. Naprawdę nie widać absolutnie nic i nawet okulary przeciwsłoneczne na niewiele się zdadzą. Jeśli nie czujesz się pewnie, tak zaplanuj trasę, by nie jechać na Zachód wieczorną porą.
16. Kobietom chyba generalnie lepiej prowadzi się w ciągu dnia. Dobrze zaplanuj podróż. Może warto gdzieś przenocować, by nie narażać na niebezpieczeństwo siebie i najbliższych.
17. Nie czekaj do ostatniej chwili z zatankowaniem auta. Może się zdarzyć tak, że nie będzie ani jednej stacji benzynowej przez jakieś 100-150 km. Jest to możliwe na przykład w Belgii.
18. Dziś wszyscy używają nawigacji. Doskonale. Weź jednak ze sobą zwykły atlas drogowy. Usiądź wcześniej i dokładnie przeanalizuj trasę. To dodaje pewności siebie. Wiesz, gdzie jedziesz. Nie oddajesz się całkowicie w macki nowoczesnej techniki, która przecież może zawieść :).
Trochę się tego nazbierało. Ufam, że te praktyczne wskazówki pomogą Wam pokonać każdą trasę. Macie jeszcze jakieś inne, pomocne uwagi na temat jazdy samochodem, którymi chciałybyście się podzielić? Napiszcie o nich w komentarzach.
Szerokiej drogi!
Ps. Teraz jeżdżę starym, czarnym Nissanem Almerą 😉

Reklamy

3 thoughts on “Jak jazda na rowerze

  1. Pingback: Subiektywny alfabet emigracji – Anna postanawia znaleźć alternatywę | annamariagregorowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s