O przyjaźni w pewnym wieku.

Foto Kevin Schmitz unsplash

Foto Kevin Schmitz unsplash

Wyjazd za granicę wiązał się dla mnie nie tylko z pozostawieniem mieszkania, opuszczeniem miasta, którego każdy zakątek opowiada jakąś historię. Opuściłam latami budowany świat, znane, bezpieczne otoczenie. Ludzi, mijanych w drodze do pracy. Krajobrazy, których długo nie było mi dane zobaczyć ponownie. Kina, teatry, sklepy, lekarzy. Wyjechałam w nieznane, by zacząć od nowa.
Nowa praca. Nowy dom. Nowy świat. Nowy język. Nowi sąsiedzi. Jestem dorosła, więc w końcu się zaaklimatyzowałam. Poznałam ludzi, odkrywam świat, urządziłam dom. Ponieważ zależy mi na integracji i porozumiewaniu się z sąsiadami i nauczycielami, nauczyłam się języka niderlandzkiego. Niby wszystko jest w porządku. Radzę sobie. Jest jednak coś, czego nie potrafię tu replikować – przyjaźń.
Moje przyjaciółki zostały w Polsce. Mam dwie B. i D.. D. znam już ćwierć wieku. Poznałyśmy się i zaprzyjaźniły w liceum. Siedziałyśmy w jednej ławce. Prowadziłyśmy szkolną gazetkę. Razem chodziłyśmy na imprezy urodzinowe i przyjaźniłyśmy się z tym samym chłopakiem. Z czasem nasze męskie zainteresowania zupełnie się zmieniły. Liceum zamieniłyśmy na uniwersytety w odległych miastach i nasze więzi nieco się rozluźniły. Widywałyśmy się bardzo rzadko. Niezbyt często rozmawiałyśmy. Pamiętałyśmy zawsze o urodzinach i świętach. Co jakiś czas dzwoniłyśmy do siebie. Zawsze miałyśmy wtedy czas. Rozmawiałyśmy godzinami. Kiedy obie pojawiałyśmy się w rodzinnym mieście, spotykałyśmy się na kawie i pysznym cieście którejś z naszych mam. Potem, gdy wyjechałam za granicę, sytuacja zmieniła się nieco, ale nadal, gdy tylko to możliwe spotykamy się, dzwonimy. D. mieszka i pracuje w stolicy, a ja zawsze tam muszę łapać samolot, więc mamy okazję na pogaduszki. Mimo, że nasze kontakty nie są częste, nasze uczucia się nie zmieniają. Kiedy się spotykamy zawsze jest tak, jakbyśmy się nigdy nie rozstawały. To fantastyczne uczucie.
B. pojawiła się, kiedy moje małżeństwo chyliło się ku upadkowi. Wspólne zainteresowania bioenergoterapią i medycyną alternatywną, metafizyką, inny świat. Miałam wrażenie, że znamy się od zawsze. Nasze światy były zupełnie inne, ale znajdowałyśmy porozumienie ponad nimi. Próbowałyśmy ratować różnymi sposobami nasze związki, jednak nam się to nie udało. Ja po rozwodzie wyjechałam, ona przeprowadziła się. Nigdy jednak nie straciłyśmy się z oczu i z serca. Przez sześć lat mojej emigracji Jej życie zmieniło się o 360 stopni. Nie rozmawiamy często, raz na pół roku, ale za to płacimy duuuuuże rachunki :). Kiedy mam jakieś wątpliwości co do podejmowanych przeze mnie decyzji czy kroków, dzwonię do B. po radę.
Moje Przyjaciółki mają dla mnie czas, o ile nie siedzą w pracy czy nie zajmują się dziećmi :). W każdym razie, mimo dzielącej nas odległości trwamy. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Chyba jesteśmy na takim etapie, że nie potrzebujemy plotkować o byle czym. Nasz czas spędzony razem jest zawsze wartościowy.
Kiedy pojechałam do Belgii, nie szukałam nowych przyjaźni. Moje życie było wystarczająco skomplikowane i nie miałam czasu na poszerzanie sieci socjalnej. Jednak tutaj w Holandii, kiedy Mąż całymi dniami pracował, a Syn siedział w szkole, poczułam ten BRAK. Brak kogoś tu i teraz, z kim można porozmawiać natychmiast i już coś wyjaśnić. Pójść po prostu na kawę albo pospacerować. Może dlatego, że zniknęło poczucie tymczasowości, wiem, że to nasze tu i teraz. Wielokrotnie słyszę od ludzi: „Poproś przyjaciół, by zostali z dziećmi”. „Czy twoja przyjaciółka nie może zaopiekować się małym?”. „A może sąsiedzi?”. Nie, nie może, nie, nie mamy tu przyjaciół, nie mam tu przyjaciółki, a nasi sąsiedzi to młodzi ludzie, którzy non stop pracują lub podróżują albo starzy, którzy doprowadzają mnie do szału.
Próbowałam nawiązać kontakt z matką z klasy Syna. Na początku wszystko było dobrze, potem jednak Jej córka zaczęła mnie irytować, takie tam zarozumiałe nastolatki. Nie mamy też praktycznie nic wspólnego. Kontakt powoli się rozluźniał i teraz praktycznie nie istnieje.
Doszłam do wniosku, że jestem już za stara na przyjaźnie, jak kiedyś. A może to nie ja się zestarzałam, ale świat się zmienił? Nie mogę się przyjaźnić z kimś, kto myśli, że robi wszystko najlepiej i krytykuje każdy mój ruch, nie na tym wszakże polega przyjaźń.
Mam szczęście, bo zawsze, coś, co się kończy staje się początkiem czegoś nowego. Poznałam A. Nie jest to nastoletnia przyjaźń. Chciałam napisać: w naszym wieku…. Hehehehe. Chodzi o tę świadomość, że ktoś jest. Jest i kiedy masz potrzebę może się z Tobą spotkać i na bieżąco obgadać różne sprawy. Chodzi przecież o czas dla drugiej osoby, nie w biegu między innymi ważniejszymi sprawami, ale w ciszy lub gwarze ulubionej kawiarni.
Moje szczęście polega też na tym, że w zasadzie wszystko mogę przedyskutować z Mężem. Na pewno wielokrotnie już to słyszeliście, ale wierzę, że udany związek to związek oparty na przyjaźni. Oczywiście nie tylko na przyjaźni. Powiem tak, niczego nam nie brakuje. Kiedy umówiliśmy się po raz pierwszy, nawet nie zauważyliśmy jak 12 w południe zamieniła się w 19. Tak jest do dziś. Jednak zapracowany Mąż nie zawsze ma czas, poza tym zdrowy związek ma też przyjaciół poza domem. Mąż ma, z oczywistych względów, w Belgii.
Budowanie przyjaźni jest trudne i trwa latami. Dlatego chyba najtrudniejsze było dla mnie opuszczenie Przyjaciółek, one też nie były zadowolone. Życie jednak trwa i zawsze ma dla nas coś w zanadrzu. Nie można być przygotowanym na wszystko, ale z pewnością można wierzyć, że cokolwiek się dzieje ma jakiś głębszy sens, a brakujące więzi wypełniają się innymi. Z pewnością nie takimi samymi, jednak nie mniej wartościowymi. Jest zatem D. i B., wystarczy podnieść słuchawkę, choć dzieli nas 1500 kilometrów i jest A., gest do wykonania ten sam. Dziękuję Wam dziewczyny. Dziękuję Ci Mężu. Z Wami wszystko wydaje się łatwiejsze i staje bardziej oczywiste.

Advertisements

6 thoughts on “O przyjaźni w pewnym wieku.

  1. Nawet nie wiesz jak bywa bez Ciebie ciężko…. Problem z przyjaźnią polega na tym, że bardzo ciężko trafić na Prawdziwego Przyjaciela…..
    Bardzo mi Ciebie brakuje!
    Kocham Cię Wariatko!!!
    B.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Pardą, ale powinnam czuć się urażona, bo nie zostałam nawet wspomniana tutaj, a chyba można powiedzieć, że mimo dzielących nas 8 lat to kurdesz dorosłam już do miana przyjaciółki.. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s