Alfabet mojej emigracji – E jak Mąż :)

The House of Eliott Foto: zouropi.com

The House of Eliott Foto: youropi.com

Mój Mąż ma na imię E. Chciał być tajemniczy, więc niech tak zostanie :). Poznałam go drugiego dnia pobytu w Belgii, był koniec sierpnia. Weszłam do gabinetu, nazwijmy go „polonistów”, i tam siedział, lekko zgarbiony za swoim biurkiem. Gdy moje oczy ujrzały tę chudą, długą, odzianą w ciemny, porozciągany sweter postać, mój duch wiedział już, że patrzy na moją Przyszłość. Wypytałam o Niego Czeszkę, która patrzyła na mnie z nieukrywanym zdziwieniem. Niestety nie wiedziała czy jest sam. Ja nie mogłam tak od razu wypalić, więc odwiesiłam pytanie na kołek i żyłam. Wtedy z całą pewnością nie byłam na E. gotowa. Mój Rycerz na białym koniu pomagał mi ciągle, głównie pożyczając pieniądze na zaliczkę za mieszkanie i zakupienie jakichś łóżek do mieszkania. Wiedział, że nie mogę mu oddać natychmiast, ale nie zadawał pytań. Wyjeżdżał na konferencje, wracał, prowadził zajęcia i delikatnie się uśmiechał.
Nadszedł styczeń, a dla mnie stało się jasne, że czas pożegnać Francuza. Wyprowadził się na początku lutego. Przyleciał mój Tata, żeby nam nie było samotnie i smutno. Tatuś, jestem Ci za to bardzo wdzięczna! Robiłam porządki w mieszkaniu i w życiu. Wyrywałam chwasty. Przygotowywałam grunt.
Pewnego dnia pod koniec marca stałam przy faksie w sekretariacie. Kolejny raz wysyłałam listę moich książek, o które w trakcie rozprawy o podział majątku dopominał się ojciec Syna. Pozostawię to bez komentarza. Do pokoju wszedł E. w poszukiwaniu jakichś papierów czy książki, nie możemy sobie przypomnieć :). Powiedziałam wtedy, że faceci są okropni, a on chyba jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jak zwykle uśmiechnął się delikatnie. 🙂 W końcu wypaliłam: „E. czy Ty przypadkiem nie szukasz żony?”. Zaczął się śmiać. „Tak, szukam!”. Ta odpowiedź zaskoczyła z kolei mnie! „Zatem jestem kandydatką numer jeden!”. Znów śmiech. Jak się potem okazało, E. myślał o kobiecie, nie o żonie. Kobieta po czesku to žena :). No tośmy się dogadali!
Chwilę potem zaprosiłam go na kawę, w ramach podziękowania za dotychczasową pomoc. Zgodził się, a ja już wiedziałam. Kawa zamieniła się w lunch w rewelacyjnej restauracyjce, prowadzonej przez uroczych gejów w centrum Gandawy. Kiedy usiedliśmy i podano nam białe wino, powiedziałam mu wprost, że wiem co do mnie czuje i proponuję, byśmy sobie dali szansę. Zgodził się znowu. Łaziliśmy długo pięknymi, gotyckimi uliczkami aż nadeszła pora kolacji.
Syn został w domu z moim Tatą. Tata odchodził od zmysłów, bo oczywiście nie zadzwoniłam, by go uprzedzić, że lunch się nieco wydłużył. Gdy jednak E. otworzył usta, a Tata usłyszał język polski, jego złość odpłynęła daleko, ustąpiła miejsca radości. E. natychmiast także stał się częścią życia Syna, zupełnie, jakby zawsze był. Miałam wrażenie, że świat przestał wirować, że chwila trwa, a ja stoję i obserwuję wszystko w zwolnionym tempie. To poczucie dopełnienia, jakie miałam w tamtym momencie nadal trwa.
Zgodnie z życzeniem E., ślub wzięliśmy w Polsce, w listopadzie. Sprowadziliśmy rodzinę E. i naszych belgijskich przyjaciół. Mama miała pełen dom i była w swoim żywiole, a oni poznali, oj poznali, polską gościnność! Dzięki Mamuś!
Nie, nasze życie nie jest oświeceniową sielanką. Codziennie zmagamy się z przeciwnościami, doświadczyliśmy dwukrotnie najgorszego rodzaju żałoby. Jednak właśnie te trudne sytuacje pokazują, że zawsze i wszędzie mogę na E. liczyć. Jest przy mnie i dla mnie. Jest dla dzieci, gdy te go potrzebują. Nic innego nie ma wówczas znaczenia. Wiem, że jestem na dobrej drodze, u boku właściwego człowieka. Nikt inny by ze mną nie wytrzymał!

Advertisements

7 thoughts on “Alfabet mojej emigracji – E jak Mąż :)

  1. Bardzo fajna Wasza historia :). Przeznaczenie może dopaść człowieka wszędzie, nawet w gabinecie „polonistów” ;). Ale ostatnie zdanie jest chyba trochę naciągane, prawda :)?.

    P.S. Gdybyś mogła przy wpisach uwzględniać akapity, lepiej by się czytało :). Wiesz, stara już jestem i oczy mnie bolą. Sama ich też nie stosowałam, lecz parę osób zwróciło mi uwagę, że jednak warto je mieć.

    Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: E czyli etapy życia na emigracji

  3. Pingback: E JAK ELEGIA (ŻAŁOBNA) | Nie zawsze poprawne zapiski Dee

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s