Alfabet mojej emigracji – f jak flamandzki

Vlaamse leeuw foto: hln.be

Vlaamse leeuw foto: hln.be

Moje trzy lata w Belgii zaowocowały znajomością języka niderlandzkiego czy, jak niektórzy chcą belgijskiego-niderlandzkiego. Na początek wyjaśnię może wszystkie wątpliwości. Belgowie we Flandrii uczą się niderlandzkiego, a nie flamandzkiego. Na wiki jedynie pierwsza część pierwszego zdania, mówiąca o tym, że flamandzki to odmiana niderlandzkiego, jest prawdziwa. Reszta to pomieszanie prawdy i fałszu, które warto by zmienić. Flamandzki nie jest językiem oficjalnym w Belgii, jest nim niderlandzki, dzieląc tę pozycję z francuskim i niemieckim. Flamandzki to dialekt i nie uczy się go nigdzie, poza domem, a poznaje na dialektologii, na uniwersytecie. Kiedy ludzie notorycznie mylą określenie dialektu i języka oficjalnego, dostaję drgawek. Zwłaszcza, gdy robią to Ci z tytułami, którzy nie powinni.

Tu w Holandii wszyscy zachwycają się flamandzkim akcentem Męża. Taki miękki i śpiewny. Nie masz wrażenia, że połknął surowy kartofel :). Ja już prawie, prawie mojego miękkiego akcentu nie mam. To skutek codziennych rozmów z Holendrami. Niestety. Mówię niestety, bo już mój poprzedni akcent polubiłam, a teraz tkwię gdzieś pomiędzy, nie jestem chyba w stanie, a może jeszcze nie, posiąść tego chropowatego holenderskiego akcentu.

W każdym razie na początku tego roku powstała tak zwana „het Gele Boekje” – żółta książeczka, nieoficjalny dokument, wydana przez belgijski dziennik De Standaard, a opisująca wszystkie słowa, które prawidłowym niderlandzkim są i takie, które nie są. Zrobiło to wrażenie także na twórcach wielkiego, najważniejszego słownika języka niderlandzkiego Van Dale Groot woordenboek van de Nederlandse taal, zwanego też Dikke Van Dale, czyli Gruby Van Dale (Van Dale to wydawnictwo), którzy umieścili w najnowszym, świeżutkim wydaniu wszystkie wyrazy z języka belgijskiego-niderlandzkiego, które za prawidłowy niderlandzki w końcu uznane zostały. W końcu okazuje się, że istnieje zaledwie trzy tysiące tak zwanych belgijskich-niderlandzkich słów, podczas gdy Van Dale zawiera ich trzysta tysięcy. Nie może to przecież utrudniać komunikacji. Prawda? Szczęśliwych posiadaczy znajomości języka niderlandzkiego zapraszam tutaj: de Volkskrant i De Standaard oraz Van Dale :).

Wróćmy do mojego niderlandzkiego. Kiedy stanęłam na gandawskiej ulicy doznałam szoku. Co to za język? Litości! Nie rozumiałam ani jednego słóweczka, nul, zero! Nie wiedziałam, gdzie kończy się jedno słowo i zaczyna drugie. Byłam bliska płaczu. Postanowiłam od razu wziąć byka za rogi, ale okazało się, że na tego byka nie bardzo jestem gotowa. Musiałam się najpierw porządnie osłuchać. Z pomocą przyszło mi radio! Słuchałam non stop. Telewizja, wiadomości, codzienne, darmowe gazety. Mówiłam biegle po francusku, więc nie czułam przymusu uczenia się kolejnego języka, którego melodia była mi obca. Zazdrościłam Niemcom. Dla nich niderlandzki to łatwizna. Tabuny Niemców przyjeżdżają na studia do Flandrii. Z językiem radzą sobie błyskawicznie, a nauka kosztuje takie grosze, że im się opłaca. Poza tym na studia się zapisujesz, nie zdajesz egzaminu wstępnego. Raj na ziemi :).

Minęło pół roku. Mąż zagościł w naszym życiu na stałe, a moja teściowa powiedziała, że chce ze mną na naszym ślubie mówić po niderlandzku, bo francuski już zapomniała. Mój teść, emerytowany nauczyciel francuskiego, bardzo się zasmucił, bo tracił tym samym jedyną osobę, która z nim po francusku rozmawiała. Chciałam jednak zrozumieć dobrze wszystko, czego uczy się Syn, móc pomagać mu w zadaniach domowych, rozumieć, co do mnie mówią na zebraniach rodziców i wywiadówkach (to spotkania indywidualne z nauczycielem), więc się przemogłam i nauczyłam. Poszło dosyć szybko. Niestety żadna, nawet najlepsza szkoła językowa nie nauczy cię języka. Nauczy cię wszystkiego o języku, języka musisz nauczyć się sam. Wychodząc do ludzi, prowokując rozmowy w sklepach, na ulicy, w aptece, w szkole, u lekarza. Chyba nawet mogę powiedzieć, że jestem dumna, bo nigdy nie potrzebowałam tłumacza, a przeszłam naprawdę różne, mniej lub bardziej skomplikowane procedury medyczne w szpitalach w Gandawie i Haarlemie. Na początku, w Belgii, pomagałam sobie francuskim, gdy mi niderlandzkich słówek brakło, a tu nie mam już wyjścia, tych, którzy francuskim władają można na palcach policzyć. :).
Niespełna tydzień po przyjeździe tutaj zdałam egzamin państwowy na poziomie B2. Dziwne, ale jakoś dziś nie mam poczucia, że to coś wielkiego, wtedy tak myślałam, bo obok mnie siedziały dziewczyny od wielu lat mieszkające w Holandii, a do tego egzaminu podchodzące po raz piąty. Mnie udało się cztery części za pierwszym razem. Jak z prawem jazdy :). Cieszyłam się, bo tanie to nie było. Teraz czas na C1, ale czasu właśnie mi brak :).

Zachęcam wszystkich do nauki języka kraju, w którym przyszło im żyć. Nie wyobrażam sobie, jak można pojechać gdzieś, nie znając jakiegokolwiek języka obcego. To przecież koszmar. Doświadczają go moi rodzice na spotkaniach rodzinnych. Ciągle musimy tłumaczyć. Na szczęście Mąż zna prawie doskonale język polski, co niczym nadzwyczajnym w jego wykonaniu nie jest, jak zwykł mawiać zna w sumie dwanaście i pół języka. Bawi mnie to, bo sam nigdy nie wie, którego to pół dotyczy :).

Umiejętności językowe posiada każdy. Nie wszyscy są geniuszami. Ja nie jestem. Nauka języka to ciężka praca. Powtarzanie, słuchanie, czytanie, a najważniejsze – używanie. Nie jest tak bardzo istotne, ile błędów gramatycznych zrobiłeś. Ważne jest, że potrafisz się porozumieć! To bezcenne!

Uczcie się języków obcych krajów, w których mieszkacie i pracujecie Kochani. Uczcie się ze względu na szacunek dla kultury i mieszkańców, ale przede wszystkim ze względu na szacunek dla samych siebie! Przecież my Polacy potrafimy! Zostaliśmy obdarzeni wyjątkowo giętkim aparatem mowy. Umiemy wymówić głoski w jednym z najtrudniejszych języków świata! Cóż nas może powstrzymać?

Do dzieła!

Alfabet emigracji na f u innych blogerek znajdziecie tutaj: Alfabet

Advertisements

8 thoughts on “Alfabet mojej emigracji – f jak flamandzki

  1. Pomijam fakt, jak pierwszy raz miałem styczność z językiem jakim posługują się Holendrzy. Nie byłem w stanie w ogóle tego, mówiąc kolokwialnie, ugryźć. Ale tak, jak piszesz z językiem trzeba się osluchac, a co najważniejsze nie wolno się bać mówić, nie ma znaczenia ile błędów popełniasz, z czasem i te znikną a odruch pozostanie. To był jedyny sposób bym posiadł język angielski, którego musiałem uczyć się od nowa przybywając do UK.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: F jak Falafel | Nie zawsze poprawne zapiski Dee

  3. Właśnie wróciłam z Belgii, potwierdziłam poprzednie odkrycia, że Belgia to fascynujący kraj i z językami, nawet z angielskim nigdy nie ma tam żadnego problemu. A, co języka kraju w ktorym się mieszka zgadzam się w stu procentach, trzeba się uczyć

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pingback: F jak Femme de chambre i Fleuriste - O Gruu, Blee i MamĄ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s