Archive | Grudzień 2015

Boże Narodzenie w Holandii

Dziś Wigilia. Ryby się rozmrażają. Warzywa już uduszone. Reszta potem. Teraz chwila dla Klubu Polek na Obczyźnie. Do tego wpisu zgłosiłam się ponad miesiąc temu. W innych okolicznościach życia i z jakże odmienną świadomością siebie. Ale dziś tylko o świątecznych tradycjach w Holandii. Możecie o nich dużo przeczytać tu, więc ograniczę się do tych, które dotyczą nas bezpośrednio.

Przeprowadzka do Holandii nie zmieniła moich świątecznych przyzwyczajeń. Nie mamy przyjaciół Holendrów, z którymi moglibyśmy spędzać Boże Narodzenie, a Mąż jest Belgiem i ateistą. Na mojej głowie zachowanie polskich tradycji. Na szczęście nie jest to bardzo trudne.

Holendrzy uwielbiają choinki. Zaraz po urodzinach świętego Mikołaja pojawia się ich masa na ulicach, przed sklepami i w sklepach, ale także w domach. Tu nikt nie czeka do Wigilii, by ubrać drzewko. Wszyscy kupują je z ogromnym wyprzedzeniem i przystrajają tysiącami światełek i bombek. Trudno dostać Aniołka na czubek, ale obiecano mi, że w przyszłym roku będzie 🙂 . W pierwszym tygodniu po Nowym Roku drzewka są wyrzucane. Nasze miasto organizuje miejsca zbiórki, na które można dostarczyć drzewka. Dzięki temu unika się bałaganu na ulicach. W wielu miejscach Holandii odbywa się rytualne palenie drzewek, które dla niektórych ludzi jest ogromnym wydarzeniem i dość licznie biorą w nim udział. Coraz częściej jednak burmistrze zabraniają tych praktyk ze względów bezpieczeństwa. Uroczyste palenie choinek odbywa się obecnie najczęściej w miejscach położonych nad morzem i towarzyszą mu setki gapiów. My też mamy żywą choinkę, z korzeniami. W Belgii wsadzaliśmy je do ziemi i rosły piękne drzewka. Tu nie mamy własnego ogrodu. Może za jakiś czas…

W wielu sklepach można kupić, popularne również w Polsce, kalendarze adwentowe dla dzieci. Moje dzieci też z takich korzystają. Wielu ludzi przygotowuje je jednak własnymi rękoma i jest to z pewnością ogromna przyjemność. Pomyślę o tym w przyszłym roku. Żadne z moich dzieci nie dotrwało do dziś i czekoladki zniknęły już dawno temu.

Inny, przepiękny adwentowy zwyczaj, którego w Polsce nie przestrzegałam, a tu robię to z ogromną przyjemnością to przygotowywanie wieńców adwentowych – adventkransen. Cudowne dzieła sztuki kwiaciarskiej z czterema świecami, symbolizującymi pokój, wiarę, miłość i nadzieję. Kocham wieńce adwentowe!
Na drzwiach i w oknach domów pojawiają się wieńce świąteczne – kerstkransen.

kerstforum.nl

foto: kerstforum.nl

W Wigilię tylko Polacy łamią się tu opłatkiem. Holendrzy nie znają tego zwyczaju. Nikt nie pości 24 grudnia. Wielkim zainteresowaniem cieszy się za to pasterka, tutaj nazywana nachmist. Chociaż w ciągu roku niewielu ludzi uczestniczy tu we mszy świętej, pasterka jest stałym punktem programu dla tutejszych katolików. W niektórych miejscach odbywają się w związku z tym dwie msze wieczorno-nocne, do tego specjalne nabożeństwo dla dzieci z czytaniem fragmentów Ewangelii i śpiewaniem kolęd.

Kolację świąteczną je się czasem 24 grudnia, ale zwykle Holendrzy świętują w pierwszy dzień świąt, czyli 25 grudnia obfitym śniadanio-lunchem czyli brunchem. Przy śniadaniu rozdawane są prezenty, które często już od tygodni leżą pod choinką, czekając na właściciela. My rozdamy je dzieciom dziś wieczorem. Mąż nie ma tradycji prezentów na Boże Narodzenie, ale na Nowy Rok. Wtedy dostanie coś ode mnie :). O holenderskich świątecznych potrawach pisała już Gosia. Ja dodam tylko, że Holendrzy w moim mieście przywiązują ogromną wagę do jedzenia. Zamawiają tony na świąteczne dni. Dziś Mąż stał półtorej godziny w kolejce do masarza :). Przepięknie prezentują się także typowe holenderskie ciasta, jak kerst soesjestaart – ciasto ptysiowe, złożone z maleńkich ptysiów. Niestety nie jem słodyczy :(.

ah.nl

Foto: ah.nl

Drugi dzień świąt Holendrzy poświęcają na odwiedzanie świątecznych rynków, tak zwanych kerstmarkten. Przygotowane specjalnie z tej okazji stoiska ze wszystkim, co z Bożym Narodzeniem się kojarzy i z pysznym jedzeniem. Najbardziej znane kerstmarkten w Holandii znajdują się w Valkenburg w Limburgii. Tylko tutaj znajdziecie największy w Europie podziemny targ świąteczny. W grotach podziemnych znajdziecie dziesiątki kramików, a jeśli macie szczęście spotkacie tam Kerstmana, tak nazywa się tu Mikołaja, by go odróżnić od tego z 5 grudnia. Możecie tam pojechać w przyszłym roku między 18 a 23 grudnia. W historycznym centrum Maastrichtu znajdziecie kolejny, ozdobiony bajkowo kerstmarkt, aby go zobaczyć odwiedźcie Maastricht jeszcze w tym roku (od 2 grudnia do 1 stycznia). Chcesz znaleźć się w XIX-wiecznej Anglii? Odwiedź koniecznie w przyszłym roku Deventer! W tym roku 19 i 20 grudnia można tam było uczestniczyć w zapierającym dech w piersiach wydarzeniu. Setki ludzi przebranych w stroje z epoki Charlesa Dickensa, który wprowadził w nasze życie postać Scrooga i Oliwiera Twista. W ciągu tych dwu dni Deventer odwiedza około 150 tysięcy ludzi! Piękny jest także kerstmarkt na placu Rembrandta w Amsterdamie, który można odwiedzać od 2 grudnia do 8 stycznia. Macie jeszcze czas!

Gemeentegrot. christmaholic.nl

Gemeentegroot. Foto: christmaholic.nl

To już ostatni wpis w ramach projektu Kalendarz Adwentowy Klubu Polek (link do strony klubu/ poprzednich postów). Codziennie od 1 grudnia Klubowiczki publikowały na swoich blogach posty z tematyką świąteczną. Mam nadzieję, że przedstawione tematy wprowadziły Was w Świąteczny Klimat.
Życzę Wam Kochani, by Miłość, która dziś narodzi się w stajence w Betlejem, narodziła się w Waszych sercach i domach, by przemieniła Wasze życie!
A typowe holenderskie życzenia – Prettige Kerstdagen en een Gelukkig Nieuwjaar!

20151224_150929

 

To nie wyrok

Pod koniec października powiedzieliśmy Dużemu o diagnozie. Najpierw musiałam sama ją przetrawić, a potem mogłam uwierzyć i przyznać, że neuropsycholog ma rację. Walczyłam długo. W końcu musiałam się pogodzić z tym, że moje dziecko jest inne niż jego rówieśnicy w klasie szkolnej. Nie, to nic strasznego. I na szczęście nie jest to diagnoza, która przekreśla przyszłość. Tego bałam się najbardziej. Wyślemy go do szkoły specjalnej i co? Koniec edukacji? Nie! Ta szkoła pozwala dziecku pokazać, co naprawdę umie, wspierając jego koncentrację, dbając o strukturę i porządek.
Szkoły w Holandii informują rodziców o poziomie wiedzy ich dzieci i sugerują poziom szkoły średniej. Dostaliśmy dość wysoką sugestię, ale nie najwyższą, co oznacza, że droga na uniwersytet będzie dla Syna 2 lata dłuższa.
Przyszłam z drżącym sercem do domu i czekałam na jego reakcję. Mój dorosły Duży zapytał tylko czy potem można być inżynierem albo naukowcem. Potwierdziłam.  Odetchnął więc z ulgą i powiedział: „To nic mamusiu, że dwa lata dłużej. Więcej będę umiał”.
Mój Kochany!
Duży poinformował już wszystkich nauczycieli i uczniów o swojej diagnozie. Wszystko przebiegło nadspodziewanie dobrze, a on sam wydaje się nieco spokojniejszy. Choć potrafi też wykorzystać sytuację. Mądrala.
W szkole pracuje z nim kilka osób. W domu my i dziewczyna ze specjalnej organizacji, pomagającej dzieciom w sytuacji Syna.
Nasze życie jest prawie perfekcyjnie zaplanowane. Nie mamy zbyt dużo miejsca na niespodzianki w naszym kalendarzu. Czekamy wszyscy na Boże Narodzenie i wakacje, by nie musieć nic. Ale już planujemy zajęcia dla dzieci! One nie mogą się nudzić!
Dziś idę na wieczór informacyjny dla rodziców do przyszłej szkoły Syna. Ciekawa jestem wrażeń.

Dla znających język niderlandzki świetny film tutaj.