Archiwum

Uwaga tetra

Photo by Julie Johnson on Unsplash

Photo by Julie Johnson on Unsplash

Spaceruję codziennie z wózkiem. Z dzieckiem w wózku dokładnie. Pewnie wielu z Was nie wie nawet, że byłam w ciąży. Do tego jeszcze wrócę. Spaceruję więc i widzę bardzo często wózki przykryte pieluchami tetrowymi różnych rozmiarów i kolorów. Zadaniem tetry jest ochrona przed promieniami słońca. Sama praktykowałam tę „ochronę”, kiedy Mały był malutki.

Niedawno weszłam z ciekawości do sklepu z akcesoriami dziecięcymi i znalazłam tam ulotkę Stichting veilig kind. Ulotka informuje, że przez wiele lat zalecano ochronę wózka czy fotelika pieluchą tetrową. Niestety ostatnie badania pokazują, że w wózku przykrytym pieluchą tetrową temperatura wzrasta o ponad 7 stopni!!!! Poza tym pieluchy tetrowe nie chronią przed promieniowaniem UV. Naszym dzieciom grozi nie tylko przegrzanie, ale i poparzenie słoneczne.

Najlepiej w roli ochrony przed słońcem sprawdza się parasol. To prawda, nie jest zbyt wygodny, bo trzeba go przemieszczać w zależności od pozycji słońca, ale w końcu chodzi tu o nasz największy Skarb!

Reklamy

Taki dzień

lemuel-butler-515

Photo by Lemuel Butler on Unsplash

Dawno temu dostałam od Mamy koszulkę z napisem:

I wish I could teleport myself

dziś naprawdę bym chciała. Wrzeszczący nastolatek jest nie na moje nerwy. Uczyć się dziecku nie chce. Od jutra tydzień egzaminów. Codziennie dwa. Jemu się nie chce.

Ma ktoś jakiś pomysł jak przekonać czternastolatka do nauki?

Zaznaczam, że agresja nie wchodzi w grę.

 

Lekcje od życia – loslaten

vlinders-1

foto: verkenjegeest.com

Loslaten to takie piękne niderlandzkie słówko, które zamyka w sobie jedną z najważniejszych dla mnie lekcji od życia. Najłatwiej chyba je zrozumieć tłumacząc – pozostawić własnemu biegowi. Ileż to już razy przerabiałam tę lekcję i nadal nie jestem w stanie opanować materiału.  Codzienność, na którą mam wpływ w zaledwie niewielkim stopniu, zdrowie, zachowania dzieci i ludzi wokół. To tylko czubek góry lodowej. Najchętniej kontrolowałabym wszystko i wszystkich. Tak już mam. Wyniosłam z domu.

Do niedawna żyłam w przekonaniu, że ja najdokładniej sprzątam, gotuję w najlepszy z możliwych sposobów głupie ziemniaki itp. Na szczęście zdrowy rozsądek i treningi uświadomiły mi, że jak nie odpuszczę skończę wypalona, wycieńczona i na wszystkich wokół wkurzona. Nauczyłam się więc pozwalać robić innym. Najczęściej wychodzę i nie patrzę, żeby nie komentować. Wracam, jak jest zrobione! Jaka ulga!

Właśnie uczę się kolejnej partii materiału. Jak zajść w ciążę i nie zwariować? Wielu z Was powie pewnie: wariatka, na stare lata jeszcze dzieci się jej zachciewa. Ano zachciewa. Właściwie zawsze tak było. Chciałam mieć troje dzieci. Oświadczyłam to Mężowi już na pierwszej randce, a On się zgodził :). Niestety jak wiadomo, nie zawsze otrzymujemy to, co chcemy. Nie należę do tych szczęściar, które tylko pomyślą, a już noszą cud pod sercem.

Bo wiecie – DZIECKO TO CUD. Tak na swe dzieci od dzisiaj patrzcie. Cud, który nie zdarza się wszystkim. Cud, odmieniający Wasze życie na zawsze, dany tylko wybranym. Patrzę na te moje CUDA, DZIWY i codziennie za nie dziękuję.

Myślę też o moich czterech aniołkach i czasem zastanawiam się ile jeszcze jestem w stanie znieść. Nie chcę robić nic na siłę i mam świadomość, że wszystko dzieje się w głowie. Nie zapominajcie o tym także – nie można oddzielić ducha od ciała. Ciało zawsze zareaguje na to, co dzieje się w naszej głowie. Moje ciało oszalało. Ciągle słyszę wokół ‚musisz loslaten’. Łatwo powiedzieć. Ostatnio odpuściłam, bo pomyślałam – jakoś to będzie, mamy czas, jak nie to nie. Teraz o wiele trudniej. Wtedy po prostu się poddaliśmy i się udało. Teraz trudno pozostawić rzeczy własnemu biegowi. Świadomość, że ma się mało czasu wcale nie ułatwia sprawy.

Nadal mam nadzieję.

 

 

Lekcje wychowania

00039X6NQ6LISI40-C102

Foto: mamdziecko.interia.pl

No dobrze, muszę tu przyznać, że chciałam zapisać się na kurs dotyczący wychowywania dzieci. Zgłosiliśmy się do naszego Biura Konsultacji (Constultatie Bureau) i zaproponowano nam indywidualne konsultacje. Rewelacja. Wybrałam pielęgniarkę, która najbardziej mi odpowiada i teraz uczymy się, jak sobie radzić z różnymi trudnymi sytuacjami. Zaczęliśmy od usypiania.
Nadal karmię piersią i Mały zasypia tylko tak. Niestety nie przesypia nocy. Budzę się co najmniej 4-5 razy każdej nocy. Nie śpię tak od dwóch lat. Petra kazała nam robić notatki przez kilka nocy z rzędu. Gdy je uważnie przejrzała stwierdziła, że o 20.00 już śpimy, inaczej nie wyobraża sobie, jak możemy funkcjonować w ciągu dnia. 🙂 Na wieść o tym, że zasypiamy koło 1-2 w nocy, a Mąż często o 3, prawie spadła z krzesła. No cóż. Potrzebna nam pomoc :).
Szkoda, że to nie wakacje i muszę chodzić do pracy. Nie wiem, jak to przetrwam. Na początek mam za zadanie odkładać Małego do jego łóżeczka za każdym razem, kiedy się przebudzi do piersi. Oznacza to, że będę chodzić na rzęsach, a potem jeździć do pracy 40 minut samochodem w jedną stronę.
Trzymajcie kciuki!

To nie wyrok

Pod koniec października powiedzieliśmy Dużemu o diagnozie. Najpierw musiałam sama ją przetrawić, a potem mogłam uwierzyć i przyznać, że neuropsycholog ma rację. Walczyłam długo. W końcu musiałam się pogodzić z tym, że moje dziecko jest inne niż jego rówieśnicy w klasie szkolnej. Nie, to nic strasznego. I na szczęście nie jest to diagnoza, która przekreśla przyszłość. Tego bałam się najbardziej. Wyślemy go do szkoły specjalnej i co? Koniec edukacji? Nie! Ta szkoła pozwala dziecku pokazać, co naprawdę umie, wspierając jego koncentrację, dbając o strukturę i porządek.
Szkoły w Holandii informują rodziców o poziomie wiedzy ich dzieci i sugerują poziom szkoły średniej. Dostaliśmy dość wysoką sugestię, ale nie najwyższą, co oznacza, że droga na uniwersytet będzie dla Syna 2 lata dłuższa.
Przyszłam z drżącym sercem do domu i czekałam na jego reakcję. Mój dorosły Duży zapytał tylko czy potem można być inżynierem albo naukowcem. Potwierdziłam.  Odetchnął więc z ulgą i powiedział: „To nic mamusiu, że dwa lata dłużej. Więcej będę umiał”.
Mój Kochany!
Duży poinformował już wszystkich nauczycieli i uczniów o swojej diagnozie. Wszystko przebiegło nadspodziewanie dobrze, a on sam wydaje się nieco spokojniejszy. Choć potrafi też wykorzystać sytuację. Mądrala.
W szkole pracuje z nim kilka osób. W domu my i dziewczyna ze specjalnej organizacji, pomagającej dzieciom w sytuacji Syna.
Nasze życie jest prawie perfekcyjnie zaplanowane. Nie mamy zbyt dużo miejsca na niespodzianki w naszym kalendarzu. Czekamy wszyscy na Boże Narodzenie i wakacje, by nie musieć nic. Ale już planujemy zajęcia dla dzieci! One nie mogą się nudzić!
Dziś idę na wieczór informacyjny dla rodziców do przyszłej szkoły Syna. Ciekawa jestem wrażeń.

Dla znających język niderlandzki świetny film tutaj.

Plan dnia

Foto: Curios Bino/unsplash Takie sytuacje, jak ta na fotografii, nie zdarzają mi się już od bardzo dawna :)

Foto: Curios Bino/unsplash
Takie sytuacje, jak ta na fotografii, nie zdarzają mi się już od bardzo dawna 🙂

Jest wtorek| środa 00:16 zaczynam pisać tekst na bloga.
Jakiś czas temu przeczytałam na czyimś blogu, proszę o wybaczenie, nie pamiętam na czyim, nie dlatego, że blog nie jest godny zapamiętania, ale dlatego, że nie zapisałam, a dzieje się tyle, że nie jestem w stanie wszystkiego spamiętać. Przeczytałam zatem, że w opinii tej blogerki, najlepsze w blogowaniu są matki. Rany Julek! Ja się pytam, jak one to robią? Albo raczej, co ja robię źle?
Nie tak dawno usłyszałam, że mnie nie widać na dworze i nie nawiązuję kontaktów towarzyskich.
Tyle udało mi się napisać wczoraj. O 00:21 obudził się Mały i zawołał „Mama bed”, co znaczy „do łóżka mamy”. Ponieważ nadal karmię piersią i nie chciało mi się zwisać z fotela do 1 w nocy, zabrałam go, jak zwykle zresztą, do łóżka. Z pisania wyszły nici. Pytam więc ponownie: kiedy te matki znajdują czas na pisanie, wstawianie zdjęć na Instagram, itp. Ja właśnie czekam na wejście do dentysty i wykorzystuję te pięć minut oczekiwania.
To była 10:10. Teraz jest 20:24. Mam szczęście, bo chłopaki padli już w łóżkach. Mały pewnie za chwilę będzie wołał ciciusiu, więc postaram się streszczać.
Zatem nie nawiązuję kontaktów towarzyskich. To prawda. Nie mam kiedy. Wieczorami nigdzie nie wychodzimy, chyba, że całą rodziną. Odbywa się to bardzo rzadko, gdy z wizytującą rodziną Męża, raz na kilka miesięcy, idziemy na kolację. Dzieci nie zostawiamy z nikim, bo ja karmię piersią i bez niej Mały nadal nie potrafi zasnąć. Jak zaśnie to na kilkadziesiąt minut. Nie przesypia całych nocy. Raz jedyny udało mu się spać 5 godzin.
Nasze dni są zaplanowane praktycznie co do minuty. W poniedziałek, na przykład, Mąż wstał o 7, pogonił Dużego do jedzenia, przygotował mu owoce i lunch do szkoły. Ja z Małym nadal w łóżku. Byłam nieprzytomna, bo Mały zrobił mi pobudkę o 4:32 i nawet nie wiem, o której zasnął. Wstał sam i pobiegł do Taty, który go ubrał i zrobił mu śniadanie. Nawet nie czułam, jak Mały wstał. Niedługo ta przyjemność 30 minut dłużej w łóżku się skończy, bo od 2 listopada zaczynam pracę, prawie codziennie. Wstałam o 8. Mąż pojechał na rowerze do szkoły z Dużym, potem do sklepu. Wrócił do domu koło 9:30 i o 10:30 wychodziliśmy już na spotkanie z organizacją, która ma nam, a zwłaszcza Dużemu pomóc przygotować się do szkoły średniej i nauczyć się uczyć, koncentrować na zadaniach. Tam byliśmy do 12. Mąż musiał biegiem do Amsterdamu. Zdążył w ostatniej chwili, a my z Małym do serwisu naprawy komputerów, by rozprawili się z wirusami, grasującymi po moim laptopie. Stamtąd wyszliśmy przed 13:30 i ruszyliśmy po coś na obiad. Potem na 20 minut do domu i o 14:30 po Dużego do szkoły. Ze szkoły do domu. W domu o 15:30. Jakiś podwieczorek, zabawa z Małym, lekcje z Dużym, przygotowanie kolacji. Mały nie spał w ciągu dnia, więc padł o 18:00. Kolacja. Tu je się gorącą kolację. Sprzątanie, pranie, składanie ubrań. Tłumaczenie… 2 z nocy spanie… Powiedzmy, że spanie, bo właśnie Mały budzi się na „ciciusiu” i tak kulamy się do rana.
Wtorek. Powtórka porannego rytuału. Wstałam nieco wcześniej, by pomóc Mężowi. O 9:30 musiałam z moją diastazą do Amsterdamu pojechać. Nikt się na tym u nas nie zna. Niewielu słyszało i niewielu wie, że ponad 90 procent kobiet po porodzie ma rozszczep mięśni brzucha i zwykłe ćwiczenia na mięśnie tegoż, tylko pogarszają sprawę. Walczę więc z moim i skrócił się o kilka centymetrów i zwęził o centymetr. Wróciłam o 11:40. Mąż biegiem do pracy. My z Małym na spacer i zakupy, na chwilę do domu. Po Dużego do szkoły razem z Małym, stamtąd na fizjoterapię – integrację sensoryczną Dużego. Stamtąd do domu. W domu 16:15. Zostawiliśmy plecak i worek ze strojem gimnastycznym, wypiliśmy trochę wody i biegiem po odbiór mojego laptopa. W drodze powrotnej coś na kolację. Mąż, wracający z pracy, dołączył do nas przy sklepiku z rybami. Przed 18 w domu. Kolacja, kąpanie, sprzątanie. Dostałam kolejną ofertę pracy, więc pół wieczora musiałam dzwonić i pisać do moich stałych uczniów, by poprzekładać lub odwołać lekcje, nawet pożegnać się. Wszystko dzieje się tak szybko! W każdym razie nagle była już 23:30 i trzeba było samemu się ogarnąć. Kiedy zaczęłam pisać, jak czytaliście powyżej, obudził się Mały.
Dziś od 7 pobudka, bo Duży wstał o 6 i grał na telefonie. Gdzie się go też nie schowa, wszędzie znajdzie…. Potem założył buty, „żeby być gotowym do wyjścia” (wychodzi o 8:30!!!!) i stukał nimi w tę i z powrotem po korytarzu! Mały oczywiście spał wtedy 5 minut dłużej ode mnie. Mąż to samo, co zwykle, ja z Małym. Po przyjściu Męża wybiegłam do dentysty. Przybiegłam. Mąż, po przyprowadzeniu Dużego i zjedzeniu lunchu „na szybko”, pobiegł do pracy, a ja zostałam z wrzeszczącym i biegającym po korytarzu towarzystwem. Gdy tylko przestało padać spakowałam towarzystwo i ruszyłam na dwór. Głowa mi już pękała i bałam się, że za chwilkę wpadnie do mnie sąsiadka z dołu, by uskarżać się na ruchy sejsmiczne jej sufitu. Wróciliśmy około 17. Kolacja dla Małego, potem dla Dużego (każdy je co innego!). Kąpanie Małego. Wrócił Mąż. Usypianie Małego. Mycie zębów Dużego. Herbata i pisanie postu tego.
Od poniedziałku będzie jeszcze ciekawej. Nie narzekam, bo generalnie jesteśmy dobrze zorganizowani. Teraz mała wtopa. Mąż źle zaplanował wieczorny wykład i nie ma z kim zostawić Małego i Dużego na jakąś godzinę. Nie wiem, co zrobimy, ale będę się martwić potem, teraz szukam rozwiązania!
Każdy dzień jest inny. Nie ma praktycznie czynności, które się powtarzają. Poza wychodzeniem do szkoły. Szkolne dni mają różną długość. Czasem muszę zabrać Dużego wcześniej ze względu na fizjoterapię albo wizytę u psychologa. Niedługo dojdzie mu 2-3 razy w tygodniu pomoc w sprawach szkolnych w domu. Wszystko musi więc lśnić w tej Misiowej jaskini :), co najłatwiejsze nie jest.
Kiedy Wy o Matki blogerki macie czas, by codziennie (niektóre tak robią) wstawiać nowe posty i pielęgnować Instagram, Facebook, a oprócz tego dbać o kontakty towarzyskie??? Chętnie się dowiem! Słowo daję! Podzielcie się pomysłami! Zaznaczam, że nikt z naszej rodziny, ani przyjaciół nie mieszka w granicach tego kraju, więc te genialne pomysły odpadają :).

Zabawa

Chłopaki grają w piłkę. Zabawa polega na toczeniu piłki po ławie. Mały to bardzo lubi. Mówię do Dużego: „Tylko delikatnie!”. Duży odbija piłkę z impetem po ławie. Mały dostaje w nos. Płacz. „Synu, czego nie zrozumiałeś w słowie ‚delikatnie’?”. „Delik”. Nie mogę!