Archiwum

Kolejny raz wracam

Przepraszam za to zamiesznie na blogu. Przerzuciłam, a przynajmniej próbowałam przerzucić tu moje teksty ze strony w języku niderlandzkim. Oczywiście nie udało mi się to tak jak planowałam. Mój mózg nie działa jeszcze tak dobrze jak bym chciała. Za długo funkcjonowałam poza techniką. Niefrasobliwie usunęłam stronę po niderlandzku i już nie wróci. Nie szkodzi. Nawet nie jestem na siebie zła. To tylko kilka tekstów. Skoro zaczynam od nowa to niech to się stanie tu i teraz.

Pracuję nad byciem konsekwentną we wszystkim, co robię. Nie wiem czy wiecie jakie to trudne! Chodzi o sposób odżywiania, dbanie o siebie, logiczne myślenie i działanie, konsekwentne egzekwowanie przestrzegania zasad przez moje dzieci i mnóstwo innych. Zaczynam powolutku, tu, na fizjoterapii (nic strasznego – trzeba wzmocnić mięśnie), w domu, diecie (nie, nie mam żadnej diety, po prostu uważam, co jem i eliminuję coraz więcej cukru i białej mąki (w ciąży pozwoliłam sobie na te paskudztwa i uzależnienie od cukru wróciło, a co za tym idzie kilogramów, w tempie zastraszającym i ilości ogromnej, przybyło).

Jeszcze chaotycznie i nie do końca logicznie, ale wracam.

Zamierzam się trzymać i utrzymać.

Pozdrawiam cieplutko!

Ania

Reklamy

Lekcje od życia – loslaten

vlinders-1

foto: verkenjegeest.com

Loslaten to takie piękne niderlandzkie słówko, które zamyka w sobie jedną z najważniejszych dla mnie lekcji od życia. Najłatwiej chyba je zrozumieć tłumacząc – pozostawić własnemu biegowi. Ileż to już razy przerabiałam tę lekcję i nadal nie jestem w stanie opanować materiału.  Codzienność, na którą mam wpływ w zaledwie niewielkim stopniu, zdrowie, zachowania dzieci i ludzi wokół. To tylko czubek góry lodowej. Najchętniej kontrolowałabym wszystko i wszystkich. Tak już mam. Wyniosłam z domu.

Do niedawna żyłam w przekonaniu, że ja najdokładniej sprzątam, gotuję w najlepszy z możliwych sposobów głupie ziemniaki itp. Na szczęście zdrowy rozsądek i treningi uświadomiły mi, że jak nie odpuszczę skończę wypalona, wycieńczona i na wszystkich wokół wkurzona. Nauczyłam się więc pozwalać robić innym. Najczęściej wychodzę i nie patrzę, żeby nie komentować. Wracam, jak jest zrobione! Jaka ulga!

Właśnie uczę się kolejnej partii materiału. Jak zajść w ciążę i nie zwariować? Wielu z Was powie pewnie: wariatka, na stare lata jeszcze dzieci się jej zachciewa. Ano zachciewa. Właściwie zawsze tak było. Chciałam mieć troje dzieci. Oświadczyłam to Mężowi już na pierwszej randce, a On się zgodził :). Niestety jak wiadomo, nie zawsze otrzymujemy to, co chcemy. Nie należę do tych szczęściar, które tylko pomyślą, a już noszą cud pod sercem.

Bo wiecie – DZIECKO TO CUD. Tak na swe dzieci od dzisiaj patrzcie. Cud, który nie zdarza się wszystkim. Cud, odmieniający Wasze życie na zawsze, dany tylko wybranym. Patrzę na te moje CUDA, DZIWY i codziennie za nie dziękuję.

Myślę też o moich czterech aniołkach i czasem zastanawiam się ile jeszcze jestem w stanie znieść. Nie chcę robić nic na siłę i mam świadomość, że wszystko dzieje się w głowie. Nie zapominajcie o tym także – nie można oddzielić ducha od ciała. Ciało zawsze zareaguje na to, co dzieje się w naszej głowie. Moje ciało oszalało. Ciągle słyszę wokół ‚musisz loslaten’. Łatwo powiedzieć. Ostatnio odpuściłam, bo pomyślałam – jakoś to będzie, mamy czas, jak nie to nie. Teraz o wiele trudniej. Wtedy po prostu się poddaliśmy i się udało. Teraz trudno pozostawić rzeczy własnemu biegowi. Świadomość, że ma się mało czasu wcale nie ułatwia sprawy.

Nadal mam nadzieję.

 

 

Piosenka

Ta piosenka uratowala mnie, w pewnym sensie.

Wszystkim, ktorzy maja jakiekolwiek watpliwosci:

Mooi Marco Borsato

Pozdrawiam,

Ania

Nic przypadkiem

Nasze życie jest wielką tajemnicą. Możemy je planować, układać, przesypiać. Ileż to związków frazeologicznych z życiem w składzie! Życie nas zaskakuje. Zawsze ma dla nas niespodzianki, nie zawsze jednak przyjemne. Miłe, czy nie, są to nasze lekcje od życia. Lepszego nauczyciela nie znajdziemy. Pozostaje tylko kwestia, czy te lekcje prześpimy, czy wyciągniemy z nich wnioski.

W moim życiu kieruję się teraz intuicją, przynajmniej staram się ufać jej bardziej niż wcześniej. To jak nasz szósty zmysł. Niestety wielu z nas o tym zapomina. (Do tego jeszcze wrócę przy innej okazji.) patrzę na znaki, symbole, sygnały wokół. Noszę przy sobie notesiki i coś do pisania, by zawsze móc notować przelotne myśli, emocje, obrazy. I oczywiście nadal popełniam błędy, bo w końcu wiedzieć coś, nie znaczy bezmyślnie za tym podążać 😊. Skutecznie więc ignoruję podpowiedzi mojej intuicji, a potem dostaję mandat za złe parkowanie, w najlepszym wypadku. Niestety często, ignorując naszą intuicję, podejmujemy decyzje, które zmieniają nasze życie na zawsze. (Do tego też jeszcze wrócę.)

W momentach krytycznych w mym życiu, w chwilach dramatycznych zawsze ktoś przy mnie był, strzegł mnie przez katastrofami. Nadal żyję 😊. Za to jestem ogromnie wdzięczna, gdyż póki żyję mam szansę pracować nad sobą. Ta praca kochani nigdy się nie kończy (to tak na pocieszenie 😊).

Gdy dzieje się coś złego szukam wytłumaczenia. Nie, nie pytam dlaczego mnie to spotkało. Inaczej… Nie pytam z wyrzutem. Analizuję. Czytam. Wsłuchuję się w otaczający mnie świat. Po Bożym Narodzeniu 2015 trafiłam na książkę Agnieszki Maciąg Smak Świąt. Nie jestem dobrą kucharką, więc pewnie nie skorzystam z ponad 100 przepisów zawartych w tej pozycji. Ma ona w sobie jednak coś o wiele ważniejszego, przynajmniej dla mnie – niesie ze sobą naukę. Naukę na życie.

I tak już w drugim rozdziale Magii Świąt przeczytałam: „Gdy dzieje się coś przykrego, powtarzam sobie: ‘Zaufaj i uwierz. Zobacz, jaka ważna lekcja kryje się w tym trudnym wydarzeniu’.”

Gdy czytałam te słowa, były mi one niezbędne, by zrozumieć. Zacząć szukać odpowiedzi w sobie. Mój egzemplarz książki A. Maciąg ma mnóstwo przypominajek, w różnych kolorach. Zawsze mogę otworzyć książkę tam, gdzie tego potrzebuję. Agnieszka Maciąg jest głęboko wierząca. Może to nieco zniechęcać niektórych czytelników. Mnie nie.

„W moim domu rodzinnym kobiety zawsze były ciepłe, łagodne, ale jednocześnie odpowiedzialne i silne. Być kobietą to coś wyjątkowego. To dar. Rolą kobiety w rodzinie i partnerstwie jest duchowe inspirowanie bliskich, aby mogli się rozwijać. Kobiety chyba nie doceniają, jaką wielką mają moc!”.

Staram się, bo to prawda pani Agnieszko. Codziennie mogę to obserwować w moim domu. Kobieta buduje w nim atmosferę. Mnie nadal często zdarza się krzyczeć z bezsilności, kiedy coś trzeba powtórzyć po raz setny. Widzę jednak, że mój nastrój, moje dobre samopoczucie rewelacyjnie wpływa na atmosferę w domu. Choć czasem pyskujący nastolatek i próbujący nieustannie przekraczać granice przedszkolak, doprowadzają mnie do szału, nigdy, za nic na świecie nie chciałąbym zamienić się z nikim na życie. Moje przeżycia, doświadczenia są moje. Moje lekcje.

Ciągle się uczę i rozwijam. Cudowny Mąż i Fantastyczne Dzieci pozwalają mi na to. Nadal szukam swej drogi. Ufam, że jestem już blisko. Nie, negatywne doświadczenia mnie nie opuszczają, ale nawet w nich szukam dobra. Ono tam jest. Nawet jeśli nie widać go natychmiast, z czasem się wszystko wyjaśni.

Pozdrawiam serdecznie,

Ania

smak-swiat-w-iext43263822

ze strony internetowej empik.com, której jestem stałą klientką 🙂

Nigdy nie zapominaj o sobie

penelope-2006-achter-tvgids-nl

Penelope, foto: TVGids.nl

27 juni 2016, Haarlem

Widziałam dziś film „Penelope”.  Dziewczyna urodziła się z uszami i nosem świnki z powodu rodowej klątwy. Wszyscy wierzyli, że klątwę może zdjąć miłość mężczyzny, ślub, itp. Tymczasem okazało się, że Penelope zdjęła ją sama, wypowiadając słowa: „Nie chcę się zmieniać. Lubię siebie taką, jaka jestem”. Kluczem do odmiany Jej losu, zmiany wyglądu i życia nie była więc miłość i akceptacja płynąca ze strony drugiego człowieka, choć tę też otrzymała za to kim była naprawdę. Kluczem było polubienie siebie, pokochanie siebie, zaakceptowanie siebie.

To podstawa wszystkiego – „mogę być tym, kim jestem i kocham siebie”. Warunkiem udanego, szczęśliwego życia i związku jest w pierwszej kolejności pokochanie siebie. Nie chodzi tu o narcyzm i samouwielbienie, ale o zrozumienie i akceptację siebie takimi, jakimi jesteśmy, o danie sobie prawa do popełniania błędów, o uświadomienie sobie, że bycie niedoskonałym jest piękne, o zrozumienie, że nie trzeba być perfekcjonistą, nie trzeba znać odpowiedzi na wszystkie pytania, że jest dobrze tak, jak jest. Bo jest. Tu i teraz. Nie przeszłość, nie przyszłość. Tu i teraz, bo tylko na nie mamy wpływ.

Spójrz więc w lustro i powiedz do swego odbicia: „Kocham Cię. Akceptuję Cię”. Obejmij się i ucałuj. To Ty. Raz lepszy, raz gorszy. Ty. Robisz przecież wszystko, by żyć dobrze. Starasz się. To wystarczy. Nie zapominaj o sobie.

Archanioł Michał

Archaniol Michal

Może wydać się to komuś całkowitym wariactwem, ale od kilku ładnych lat wybieram sobie w styczniu archanioła, który ma patronować całemu rokowi. W związku z wydarzeniami, o których tu jeszcze nie pisałam, zamierzam za jakiś czas, jak do tego dojrzeję, w tym roku wybrałam Michała. Powinno się wybierać na chybił trafił, jednak mam silną potrzebę, by ten właśnie pogromca szatana, sprawował nade mną opiekę w tym roku.

Jest taka modlitwa, którą w pewnym okresie mojego życia powtarzałam kilka razy dziennie i zamierzam od nowa. Ta modlitwa uratowała mi życie.

Modlitwa do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw zasadzkom i niegodziwości złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Pewnie teraz wielu z Was myśli, że mi kompletnie odbiło. Niezupełnie. Nie leżę plackiem w kościele, nawet rzadko tam bywam. Jednak wierzę bardzo mocno w anioły, archanioły, duchy, dusze i takie tam. Wszystko opowiem w swoim czasie.

Poza tym jestem cholernie racjonalna, co często mi przeszkadza.

Wiara w to, że Ktoś tam nade mną czuwa, pozwala mi żyć i nie zwariować.

Na dziś tyle. Pozdrawiam Was serdecznie!

Auto

Mam wrażenie, że nie pisałam nic miesiącami. Powodów jest mnóstwo. Nawet nie wiem, od czego zacząć i chyba dlatego nie mogłam wrócić do klawiatury komputera.

Zacznę więc od auta. Byłam dziś u mechanika. Kolejny raz. Mamy starego, kilkunastoletniego Nissana. Mąż w ogóle nie przywiązuje wagi do takich spraw, a mnie naprawdę wystarczy, że jeździ.

Pojechałam odświeżyć instalację airco i system ogrzewania. Nic ciekawego. Co jakiś czas trzeba. Uwielbiam ludzi, którzy tam pracują. Naprawdę mam szczęście do ludzi. Siedziałam już w moim zastępczym samochodziku i nagle wybiegł za mną główny mechanik. „Anna, Anna, wacht!”. Czekałam więc. „Heb je allergië?”. No jasne, że mam alergie! Już nawet nie będę zaczynać wyliczać rzeczy, na które jestem uczulona. „Ok, we moeten dan bij de reiniging van je auto opletten”. „Dank je meneer Danny!”.

Jestem bardzo wdzięczna LOSOWI, że ktoś myśli. Mimo tej ohydnej szarości na zewnątrz, braku słońca i przenikliwego zimna jest ktoś, kto myśli. Zauważył delikatne różowe plamki na mojej twarzy i nie pomyślał, że tak strasznie zbrzydłam, ale że mam alergię!

To spostrzeżenie powinno mnie może zasmucić. Wszyscy widzą moją czerwoną twarz. Ale nie. Nie byłam smutna. Ucieszyłam się. Pomyślałam kolejny raz, jakie mam szczęście. Ktoś zauważa coś, co znacznie utrudnia mi życie, a mogłoby jeszcze bardziej, gdyby czyszczenie zrobiono niechlujnie, nie biorąc pod uwagę mojej przypadłości. Bo ja sama oczywiście nie domyśliłam się, że mogę być uczulona także na substancje czyszczące instalację w aucie.

Na szczęście są wokół mnie ludzie, którzy czuwają.

Ta świadomość daje ogromną ulgę. Nie muszę o wszystkim myśleć sama!  Nie muszę! Dziękuję Panu! You made my day!