Archiwum

Piosenka

Ta piosenka uratowala mnie, w pewnym sensie.

Wszystkim, ktorzy maja jakiekolwiek watpliwosci:

Mooi Marco Borsato

Pozdrawiam,

Ania

Nic przypadkiem

Nasze życie jest wielką tajemnicą. Możemy je planować, układać, przesypiać. Ileż to związków frazeologicznych z życiem w składzie! Życie nas zaskakuje. Zawsze ma dla nas niespodzianki, nie zawsze jednak przyjemne. Miłe, czy nie, są to nasze lekcje od życia. Lepszego nauczyciela nie znajdziemy. Pozostaje tylko kwestia, czy te lekcje prześpimy, czy wyciągniemy z nich wnioski.

W moim życiu kieruję się teraz intuicją, przynajmniej staram się ufać jej bardziej niż wcześniej. To jak nasz szósty zmysł. Niestety wielu z nas o tym zapomina. (Do tego jeszcze wrócę przy innej okazji.) patrzę na znaki, symbole, sygnały wokół. Noszę przy sobie notesiki i coś do pisania, by zawsze móc notować przelotne myśli, emocje, obrazy. I oczywiście nadal popełniam błędy, bo w końcu wiedzieć coś, nie znaczy bezmyślnie za tym podążać 😊. Skutecznie więc ignoruję podpowiedzi mojej intuicji, a potem dostaję mandat za złe parkowanie, w najlepszym wypadku. Niestety często, ignorując naszą intuicję, podejmujemy decyzje, które zmieniają nasze życie na zawsze. (Do tego też jeszcze wrócę.)

W momentach krytycznych w mym życiu, w chwilach dramatycznych zawsze ktoś przy mnie był, strzegł mnie przez katastrofami. Nadal żyję 😊. Za to jestem ogromnie wdzięczna, gdyż póki żyję mam szansę pracować nad sobą. Ta praca kochani nigdy się nie kończy (to tak na pocieszenie 😊).

Gdy dzieje się coś złego szukam wytłumaczenia. Nie, nie pytam dlaczego mnie to spotkało. Inaczej… Nie pytam z wyrzutem. Analizuję. Czytam. Wsłuchuję się w otaczający mnie świat. Po Bożym Narodzeniu 2015 trafiłam na książkę Agnieszki Maciąg Smak Świąt. Nie jestem dobrą kucharką, więc pewnie nie skorzystam z ponad 100 przepisów zawartych w tej pozycji. Ma ona w sobie jednak coś o wiele ważniejszego, przynajmniej dla mnie – niesie ze sobą naukę. Naukę na życie.

I tak już w drugim rozdziale Magii Świąt przeczytałam: „Gdy dzieje się coś przykrego, powtarzam sobie: ‘Zaufaj i uwierz. Zobacz, jaka ważna lekcja kryje się w tym trudnym wydarzeniu’.”

Gdy czytałam te słowa, były mi one niezbędne, by zrozumieć. Zacząć szukać odpowiedzi w sobie. Mój egzemplarz książki A. Maciąg ma mnóstwo przypominajek, w różnych kolorach. Zawsze mogę otworzyć książkę tam, gdzie tego potrzebuję. Agnieszka Maciąg jest głęboko wierząca. Może to nieco zniechęcać niektórych czytelników. Mnie nie.

„W moim domu rodzinnym kobiety zawsze były ciepłe, łagodne, ale jednocześnie odpowiedzialne i silne. Być kobietą to coś wyjątkowego. To dar. Rolą kobiety w rodzinie i partnerstwie jest duchowe inspirowanie bliskich, aby mogli się rozwijać. Kobiety chyba nie doceniają, jaką wielką mają moc!”.

Staram się, bo to prawda pani Agnieszko. Codziennie mogę to obserwować w moim domu. Kobieta buduje w nim atmosferę. Mnie nadal często zdarza się krzyczeć z bezsilności, kiedy coś trzeba powtórzyć po raz setny. Widzę jednak, że mój nastrój, moje dobre samopoczucie rewelacyjnie wpływa na atmosferę w domu. Choć czasem pyskujący nastolatek i próbujący nieustannie przekraczać granice przedszkolak, doprowadzają mnie do szału, nigdy, za nic na świecie nie chciałąbym zamienić się z nikim na życie. Moje przeżycia, doświadczenia są moje. Moje lekcje.

Ciągle się uczę i rozwijam. Cudowny Mąż i Fantastyczne Dzieci pozwalają mi na to. Nadal szukam swej drogi. Ufam, że jestem już blisko. Nie, negatywne doświadczenia mnie nie opuszczają, ale nawet w nich szukam dobra. Ono tam jest. Nawet jeśli nie widać go natychmiast, z czasem się wszystko wyjaśni.

Pozdrawiam serdecznie,

Ania

smak-swiat-w-iext43263822

ze strony internetowej empik.com, której jestem stałą klientką 🙂

Nigdy nie zapominaj o sobie

penelope-2006-achter-tvgids-nl

Penelope, foto: TVGids.nl

27 juni 2016, Haarlem

Widziałam dziś film „Penelope”.  Dziewczyna urodziła się z uszami i nosem świnki z powodu rodowej klątwy. Wszyscy wierzyli, że klątwę może zdjąć miłość mężczyzny, ślub, itp. Tymczasem okazało się, że Penelope zdjęła ją sama, wypowiadając słowa: „Nie chcę się zmieniać. Lubię siebie taką, jaka jestem”. Kluczem do odmiany Jej losu, zmiany wyglądu i życia nie była więc miłość i akceptacja płynąca ze strony drugiego człowieka, choć tę też otrzymała za to kim była naprawdę. Kluczem było polubienie siebie, pokochanie siebie, zaakceptowanie siebie.

To podstawa wszystkiego – „mogę być tym, kim jestem i kocham siebie”. Warunkiem udanego, szczęśliwego życia i związku jest w pierwszej kolejności pokochanie siebie. Nie chodzi tu o narcyzm i samouwielbienie, ale o zrozumienie i akceptację siebie takimi, jakimi jesteśmy, o danie sobie prawa do popełniania błędów, o uświadomienie sobie, że bycie niedoskonałym jest piękne, o zrozumienie, że nie trzeba być perfekcjonistą, nie trzeba znać odpowiedzi na wszystkie pytania, że jest dobrze tak, jak jest. Bo jest. Tu i teraz. Nie przeszłość, nie przyszłość. Tu i teraz, bo tylko na nie mamy wpływ.

Spójrz więc w lustro i powiedz do swego odbicia: „Kocham Cię. Akceptuję Cię”. Obejmij się i ucałuj. To Ty. Raz lepszy, raz gorszy. Ty. Robisz przecież wszystko, by żyć dobrze. Starasz się. To wystarczy. Nie zapominaj o sobie.

Archanioł Michał

Archaniol Michal

Może wydać się to komuś całkowitym wariactwem, ale od kilku ładnych lat wybieram sobie w styczniu archanioła, który ma patronować całemu rokowi. W związku z wydarzeniami, o których tu jeszcze nie pisałam, zamierzam za jakiś czas, jak do tego dojrzeję, w tym roku wybrałam Michała. Powinno się wybierać na chybił trafił, jednak mam silną potrzebę, by ten właśnie pogromca szatana, sprawował nade mną opiekę w tym roku.

Jest taka modlitwa, którą w pewnym okresie mojego życia powtarzałam kilka razy dziennie i zamierzam od nowa. Ta modlitwa uratowała mi życie.

Modlitwa do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw zasadzkom i niegodziwości złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Pewnie teraz wielu z Was myśli, że mi kompletnie odbiło. Niezupełnie. Nie leżę plackiem w kościele, nawet rzadko tam bywam. Jednak wierzę bardzo mocno w anioły, archanioły, duchy, dusze i takie tam. Wszystko opowiem w swoim czasie.

Poza tym jestem cholernie racjonalna, co często mi przeszkadza.

Wiara w to, że Ktoś tam nade mną czuwa, pozwala mi żyć i nie zwariować.

Na dziś tyle. Pozdrawiam Was serdecznie!

Auto

Mam wrażenie, że nie pisałam nic miesiącami. Powodów jest mnóstwo. Nawet nie wiem, od czego zacząć i chyba dlatego nie mogłam wrócić do klawiatury komputera.

Zacznę więc od auta. Byłam dziś u mechanika. Kolejny raz. Mamy starego, kilkunastoletniego Nissana. Mąż w ogóle nie przywiązuje wagi do takich spraw, a mnie naprawdę wystarczy, że jeździ.

Pojechałam odświeżyć instalację airco i system ogrzewania. Nic ciekawego. Co jakiś czas trzeba. Uwielbiam ludzi, którzy tam pracują. Naprawdę mam szczęście do ludzi. Siedziałam już w moim zastępczym samochodziku i nagle wybiegł za mną główny mechanik. „Anna, Anna, wacht!”. Czekałam więc. „Heb je allergië?”. No jasne, że mam alergie! Już nawet nie będę zaczynać wyliczać rzeczy, na które jestem uczulona. „Ok, we moeten dan bij de reiniging van je auto opletten”. „Dank je meneer Danny!”.

Jestem bardzo wdzięczna LOSOWI, że ktoś myśli. Mimo tej ohydnej szarości na zewnątrz, braku słońca i przenikliwego zimna jest ktoś, kto myśli. Zauważył delikatne różowe plamki na mojej twarzy i nie pomyślał, że tak strasznie zbrzydłam, ale że mam alergię!

To spostrzeżenie powinno mnie może zasmucić. Wszyscy widzą moją czerwoną twarz. Ale nie. Nie byłam smutna. Ucieszyłam się. Pomyślałam kolejny raz, jakie mam szczęście. Ktoś zauważa coś, co znacznie utrudnia mi życie, a mogłoby jeszcze bardziej, gdyby czyszczenie zrobiono niechlujnie, nie biorąc pod uwagę mojej przypadłości. Bo ja sama oczywiście nie domyśliłam się, że mogę być uczulona także na substancje czyszczące instalację w aucie.

Na szczęście są wokół mnie ludzie, którzy czuwają.

Ta świadomość daje ogromną ulgę. Nie muszę o wszystkim myśleć sama!  Nie muszę! Dziękuję Panu! You made my day!

 

Boże Narodzenie w Holandii

Dziś Wigilia. Ryby się rozmrażają. Warzywa już uduszone. Reszta potem. Teraz chwila dla Klubu Polek na Obczyźnie. Do tego wpisu zgłosiłam się ponad miesiąc temu. W innych okolicznościach życia i z jakże odmienną świadomością siebie. Ale dziś tylko o świątecznych tradycjach w Holandii. Możecie o nich dużo przeczytać tu, więc ograniczę się do tych, które dotyczą nas bezpośrednio.

Przeprowadzka do Holandii nie zmieniła moich świątecznych przyzwyczajeń. Nie mamy przyjaciół Holendrów, z którymi moglibyśmy spędzać Boże Narodzenie, a Mąż jest Belgiem i ateistą. Na mojej głowie zachowanie polskich tradycji. Na szczęście nie jest to bardzo trudne.

Holendrzy uwielbiają choinki. Zaraz po urodzinach świętego Mikołaja pojawia się ich masa na ulicach, przed sklepami i w sklepach, ale także w domach. Tu nikt nie czeka do Wigilii, by ubrać drzewko. Wszyscy kupują je z ogromnym wyprzedzeniem i przystrajają tysiącami światełek i bombek. Trudno dostać Aniołka na czubek, ale obiecano mi, że w przyszłym roku będzie 🙂 . W pierwszym tygodniu po Nowym Roku drzewka są wyrzucane. Nasze miasto organizuje miejsca zbiórki, na które można dostarczyć drzewka. Dzięki temu unika się bałaganu na ulicach. W wielu miejscach Holandii odbywa się rytualne palenie drzewek, które dla niektórych ludzi jest ogromnym wydarzeniem i dość licznie biorą w nim udział. Coraz częściej jednak burmistrze zabraniają tych praktyk ze względów bezpieczeństwa. Uroczyste palenie choinek odbywa się obecnie najczęściej w miejscach położonych nad morzem i towarzyszą mu setki gapiów. My też mamy żywą choinkę, z korzeniami. W Belgii wsadzaliśmy je do ziemi i rosły piękne drzewka. Tu nie mamy własnego ogrodu. Może za jakiś czas…

W wielu sklepach można kupić, popularne również w Polsce, kalendarze adwentowe dla dzieci. Moje dzieci też z takich korzystają. Wielu ludzi przygotowuje je jednak własnymi rękoma i jest to z pewnością ogromna przyjemność. Pomyślę o tym w przyszłym roku. Żadne z moich dzieci nie dotrwało do dziś i czekoladki zniknęły już dawno temu.

Inny, przepiękny adwentowy zwyczaj, którego w Polsce nie przestrzegałam, a tu robię to z ogromną przyjemnością to przygotowywanie wieńców adwentowych – adventkransen. Cudowne dzieła sztuki kwiaciarskiej z czterema świecami, symbolizującymi pokój, wiarę, miłość i nadzieję. Kocham wieńce adwentowe!
Na drzwiach i w oknach domów pojawiają się wieńce świąteczne – kerstkransen.

kerstforum.nl

foto: kerstforum.nl

W Wigilię tylko Polacy łamią się tu opłatkiem. Holendrzy nie znają tego zwyczaju. Nikt nie pości 24 grudnia. Wielkim zainteresowaniem cieszy się za to pasterka, tutaj nazywana nachmist. Chociaż w ciągu roku niewielu ludzi uczestniczy tu we mszy świętej, pasterka jest stałym punktem programu dla tutejszych katolików. W niektórych miejscach odbywają się w związku z tym dwie msze wieczorno-nocne, do tego specjalne nabożeństwo dla dzieci z czytaniem fragmentów Ewangelii i śpiewaniem kolęd.

Kolację świąteczną je się czasem 24 grudnia, ale zwykle Holendrzy świętują w pierwszy dzień świąt, czyli 25 grudnia obfitym śniadanio-lunchem czyli brunchem. Przy śniadaniu rozdawane są prezenty, które często już od tygodni leżą pod choinką, czekając na właściciela. My rozdamy je dzieciom dziś wieczorem. Mąż nie ma tradycji prezentów na Boże Narodzenie, ale na Nowy Rok. Wtedy dostanie coś ode mnie :). O holenderskich świątecznych potrawach pisała już Gosia. Ja dodam tylko, że Holendrzy w moim mieście przywiązują ogromną wagę do jedzenia. Zamawiają tony na świąteczne dni. Dziś Mąż stał półtorej godziny w kolejce do masarza :). Przepięknie prezentują się także typowe holenderskie ciasta, jak kerst soesjestaart – ciasto ptysiowe, złożone z maleńkich ptysiów. Niestety nie jem słodyczy :(.

ah.nl

Foto: ah.nl

Drugi dzień świąt Holendrzy poświęcają na odwiedzanie świątecznych rynków, tak zwanych kerstmarkten. Przygotowane specjalnie z tej okazji stoiska ze wszystkim, co z Bożym Narodzeniem się kojarzy i z pysznym jedzeniem. Najbardziej znane kerstmarkten w Holandii znajdują się w Valkenburg w Limburgii. Tylko tutaj znajdziecie największy w Europie podziemny targ świąteczny. W grotach podziemnych znajdziecie dziesiątki kramików, a jeśli macie szczęście spotkacie tam Kerstmana, tak nazywa się tu Mikołaja, by go odróżnić od tego z 5 grudnia. Możecie tam pojechać w przyszłym roku między 18 a 23 grudnia. W historycznym centrum Maastrichtu znajdziecie kolejny, ozdobiony bajkowo kerstmarkt, aby go zobaczyć odwiedźcie Maastricht jeszcze w tym roku (od 2 grudnia do 1 stycznia). Chcesz znaleźć się w XIX-wiecznej Anglii? Odwiedź koniecznie w przyszłym roku Deventer! W tym roku 19 i 20 grudnia można tam było uczestniczyć w zapierającym dech w piersiach wydarzeniu. Setki ludzi przebranych w stroje z epoki Charlesa Dickensa, który wprowadził w nasze życie postać Scrooga i Oliwiera Twista. W ciągu tych dwu dni Deventer odwiedza około 150 tysięcy ludzi! Piękny jest także kerstmarkt na placu Rembrandta w Amsterdamie, który można odwiedzać od 2 grudnia do 8 stycznia. Macie jeszcze czas!

Gemeentegrot. christmaholic.nl

Gemeentegroot. Foto: christmaholic.nl

To już ostatni wpis w ramach projektu Kalendarz Adwentowy Klubu Polek (link do strony klubu/ poprzednich postów). Codziennie od 1 grudnia Klubowiczki publikowały na swoich blogach posty z tematyką świąteczną. Mam nadzieję, że przedstawione tematy wprowadziły Was w Świąteczny Klimat.
Życzę Wam Kochani, by Miłość, która dziś narodzi się w stajence w Betlejem, narodziła się w Waszych sercach i domach, by przemieniła Wasze życie!
A typowe holenderskie życzenia – Prettige Kerstdagen en een Gelukkig Nieuwjaar!

20151224_150929

 

December Reflections

W tym roku po raz pierwszy spróbuję wziąć udział w grudniowym projekcie Susannah Conway #DecemberReflections.

Print

Rozpoczynamy 1 grudnia Kochani!

Print

Zapraszam! Mam nadzieję, że uda mi się zrobić dużo zdjęć i napisać kilka interesujących refleksji.

Do zobaczenia tutaj i na instagramie!